Małgosia i Tomasz
Tego dnia absolutnie nie mieliśmy w planach ślubu - sesja, spotkania, klasyczna robocza codzienność. A tu nagle godzina 10, telefon od Tomasza:
„Hej… a macie dziś czas podjechać do USC na 13 i potem zrobić kilka rodzinnych zdjęć w restauracji? Bo w ostatniej chwili zostaliśmy bez fotografa ” Poprosiłam o kilka minut, żeby ogarnąć rzeczywistość, kalendarz i własne życie. Na szczęście udało się przełożyć sesję, więc z triumfem oddzwaniam do Pana Młodego, że Sławek da radę !
Ja niestety nie mogłam przełożyć spotkań — to był ostatni dzwonek żeby oddać fotoksiążki bo przecież Młode Pary muszą mieć prezenty pod choinką
Krótko mówiąc: spontaniczny ślub, ratunkowa misja fotograficzna i lekki chaos - czyli nasza specjalność.
I tak o to krótka relacja z wielkiego dnia Małgosi i Tomka.


















Komentarze