Marta i Marek
Od ślubu Marty i Marka minęło już trochę czasu. I choć plener ślubny najlepiej byłoby zrobić chwilę po weselu, życie czasem pisze własny scenariusz. Po ślubie wraca codzienność – praca, obowiązki, sprawy, których nagle robi się całkiem sporo. A kiedy emocje po wielkim dniu już trochę opadną, znalezienie wspólnego terminu na spokojną sesję wcale nie jest takie proste, ale w końcu się udało.
Na miejsce pleneru Para Młoda wybrała plażę. Trudno o lepszą scenerię na taką sesję – szum morza, piasek pod stopami, przestrzeń i ten wyjątkowy klimat, który pojawia się tuż przed zachodem słońca. A słońce? Tym razem również nam sprzyjało. Udało się złapać piękne, ciepłe promienie zachodzącego słońca, które stworzyły dokładnie taki klimat, jaki najbardziej lubię w sesjach plenerowych – naturalny, romantyczny i pełen spokoju.
Była to sesja bez pośpiechu. Bez weselnego harmonogramu, bez zegarka i bez miliona rzeczy do zrobienia. Po prostu Marta i Marek, plaża, morze i ostatnie promienie sierpniowego słońca.





















Komentarze